Z twórczością Roberta E. Howarda zetknęli się chyba wszyscy, chociaż nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Kto bowiem nie słyszał o „Conanie Barbarzyńcy”, któremu na potrzeby serii hollywoodzkich filmów swojej twarzy i muskulatury użyczył Arnold Schwarzenegger? Oczywiście ekranizacje z lat 80-tych nie mają prawie żadnego związku z literackim pierwowzorem, lecz nie można im odmówić, iż unieśmiertelniły postać Conana w kulturze.

Mniej znanym faktem dotyczącym Howarda jest jego znajomość z H.P. Lovecraftem, która zaowocowała zaczerpnięciem przez tego pierwszego inspiracji z literackiego uniwersum Wielkich Przedwiecznych do napisania szeregu tekstów grozy z gatunku weird fiction. „Królestwo cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu” to antologia właśnie takich opowiadań zebranych i wydanych przez krakowskie wydawnictwo Agharta.

Lektura recenzowanego zbioru wywołała u mnie mieszane uczucia. Wynika to głównie z jednej przyczyny, a mianowicie z umieszczenia w samym środku antologii opowiadań historyczno-fantastycznych, które wprawdzie zawierają pewne elementy grozy, ale niestety monotematyczne i zupełnie niestraszne, bo występujące w odległych czasach i odrealnionych światach. O ile jeszcze tytułowe „Królestwo cieni” intryguje katastroficzną wizją supremacji sekretnej wężowej rasy, a „Robaki Ziemi” mogą poszczycić się znakomitą kreacją wiedźmy z bagien, o tyle powielające identyczny schemat „Dzieci Nocy” i „Lud mroku” (nawet tytuły brzmią jak kalka) nie mają do zaoferowania ani ciekawej fabuły, ani niepokojącego nastroju. W ostatnim z wymienionych opowiadań pojawia się nawet osławiony Conan Barbarzyńca, jednak ratowanie tekstu przed sztampą i nudą nie idzie mu już tak dobrze jak ratowanie pięknej niewiasty przed potworami.

Przyznaję, że moje rozczarowanie środkową częścią zbioru mogło wynikać z wygórowanych oczekiwań przeczytania zbioru podobnego do jednej z licznych antologii twórczości Lovecrafta. Na szczęście większość tekstów utrzymana jest właśnie w tej konwencji, pomijając może zakodowaną w piórze Howarda skłonność do heroizacji bohaterów. W co drugim „współczesnym” opowiadaniu pojawia się nawet motyw mrocznej księgi – „Nienazwanych kultów” – która bez wątpienia powinna stać na jednej półce z „Necronomiconem” i „Królem w Żółci”.

Szczególnie przypadły mi do gustu opowiadania z początku antologii. Tuż za perwersyjnie przyciągającą „Czarną Skałą” czyha upiorny „Potwór na dachu”, a tuż po nim błyszczy kolejny jasny punkt zbioru – „Płomień Aszurbanipala”. Gdyby poziom tych opowiadań utrzymał się do końca książki, być może byłaby to najlepsza lektura, jaką czytałem w tym roku. Niestety zaraz potem rozpoczyna się wzmiankowana seria opowiadań z barbarzyńcami w rolach głównych, a gdy akcja powraca do czasów najnowszych, w dwóch trzecich przypadków można odczuć lekki zawód. Przede wszystkim „Czarny niedźwiedź gryzie” i „Kopytne monstrum” są stanowczo zbyt przewidywalne, a poziom heroizmu głównych bohaterów pasuje bardziej do Conana Barbarzyńcy niż do świadków traumatycznych zdarzeń w XX wieku. Byłbym jednak niesprawiedliwy, twierdząc, że teksty te są słabe, bo zaczynają się co najmniej interesująco. Na wyróżnienie zasługuje natomiast „Nie kopcie mi grobu”, które w niczym nie ustępuje najmroczniejszym opowieściom Lovecrafta.

Pochwalić muszę również skrupulatność wydawnictwa Agharta w doborze tekstów do antologii, gdyż zamyka ją zbiór fragmentów dzieł Howarda zawierających elementy grozy, które to dzieła albo tworzył wespół z innymi autorami, albo zaczął pisać, lecz z powodu śmierci pozostawił niedokończone. Z ogromnym żalem przeczytałem urwaną w połowie opowieść „Dom pośród dębów”, która w mojej ocenie aspirowała do miana wybornej historii weird fiction.

Kończąc recenzję, uważam, że „Królestwo cieni i inne opowiadania z mitologii Cthulhu” to zbiór dobry, ale nierówny. Dla miłośników Lovecrafta jest to bez dwóch zdań pozycja obowiązkowa; dla pozostałych czytelników horrorów – niekoniecznie.