Marcin Knoppek

Time of Crows

Recenzja: „Przypadek Charlesa Dextera Warda” Howarda Philipa Lovecrafta

Kolejną recenzowaną przeze mnie minipowieścią H. P. Lovecrafta jest „Przypadek Charlesa Dextera Warda” wydany w 2012 roku jako samodzielnie dzieło przez toruńskie wydawnictwo C&T. Utwór ten liczy 165 stron i fabularnie stanowi klasyczną (żeby nie powiedzieć „typową”) opowieść autora mitologii Cthulhu. Nie po raz pierwszy Lovecraft aplikuje czytelnikowi końską dawkę czarnej magii, rozkopanych grobów i zagadek sięgających minionych wieków.

„Przypadek Charlesa Dextera Warda” zawiera właściwie wszystkie elementy opowieści grozy, dzięki którym literatura Lovecrafta jest poczytna nawet dziś, 78 lat po jego śmierci. Jest mrocznie, niesamowicie, tragicznie, przede wszystkim zaś jest złowrogo, co w trakcie lektury potwierdza odkrycie sekretów farmy w Pawtuxet czy potwornego planu przodka tytułowego bohatera.

Pomimo wskazanych zalet, nie mogę wystawić „Przypadkowi Charlesa Dextera Warda” najwyższej noty. Jest to spowodowane jedną, znaczącą skazą, którą niestety dotknięte są liczne teksty Lovecrafta. Chodzi tu mianowicie o daleko posuniętą przewidywalność. Wszystkie tajemnice opowiadanej historii można przejrzeć na wiele rozdziałów przed momentem, gdy znajdują fabularne rozwiązanie. Co gorsza, wyjaśnienia zagadek są bardzo łopatologiczne, rażąc tym samym czytelnika, który samodzielnie zdołał dojść do prawdy. Lovecraft pragnął zaskoczyć czytelnika, lecz podając mu na tacy zbyt wiele faktów, zniweczył własne wysiłki. Zabrakło mu umiejętności ukrywania istotnych informacji między wierszami, co potrafił chociażby żyjący w tych samych czasach Arthur Conan Doyle. Zamiast tego można odnieść wrażenie, że Samotnik z Providence traktuje czytelnika jak półgłówka, który pochłania lekturę zupełnie bezrefleksyjnie i nie wyciąga żadnych wniosków z nawet najbardziej oczywistych sugestii.

Rekapitulując, wielka szkoda, że Lovecraft zaprzepaścił szansę na fantastyczne elementy zaskoczenia, które uczyniłyby „Przypadek Charlesa Dextera Warda” kompletną i ponadczasową historią grozy o niespodziewanych oraz szokujących zwrotach akcji. Oczywiście nawet bez tego waloru recenzowana minipowieść jest godna polecenia jako horror, jednak pewien żal pozostaje.

1 Comment

  1. Ja jestem załamany po lekturze. To było moje kolejne podejście po paru latach do gatunku thrillera/horroru a pierwsze dzieło tak zachwalanego Lovecrafta. Nuda i przewidywalność. Wymęczyłem do końca by móc to szczerze powiedzieć.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Marcin Knoppek

Theme by Anders NorenUp ↑