Marcin Knoppek

Time of Crows

Recenzja: „W górach szaleństwa” Howarda Philipa Lovecrafta

„W górach szaleństwa” to jedno z dzieł H.P. Lovecrafta cieszących się największą popularnością wśród miłośników literatury grozy nawiązującej do mitologii Cthulhu. Nie jest to kolejny w dorobku Samotnika z Providence krótki utwór literacki, lecz minipowieść, a tych mistrz horroru napisał raptem kilka. O szerokiej sławie „W górach szaleństwa” mogą obecnie zaświadczyć długoletnie i coraz bardziej rozpaczliwe starania reżysera Guillermo del Toro o zekranizowanie tegoż dzieła, chociaż ilość przeszkód, jakie Meksykanin musi pokonać na drodze do celu, jest zatrważająca. Nie będę jednak rozpisywał się na ten temat w recenzji minipowieści, którą opieram na wydaniu książkowym „W górach szaleństwa” wydawnictwa As-Editor z 1990 roku.

W dużym skrócie fabułę „W górach szaleństwa” można opisać jako opowieść o wyprawie badawczej na Biegun Południowy zwieńczonej niesamowitym, szokującym odkryciem, za które autorom sukcesu przyszło zapłacić najwyższą cenę. W historii nie zabrakło opisów prastarych cywilizacji, wzmianek o Wielkich Przedwiecznych, a nawet motywu szalonej ucieczki przed monstrum wyjętym rodem z najgorszych koszmarów.

W recenzowanej minipowieści na największą pochwałę zasługuje realistyczny opis wyprawy na Antarktydę wraz ze wszystkimi detalami technicznymi oraz subtelnościami geograficznymi, który musiał zostać okupiony przez Lovecrafta tygodniami wertowania specjalistycznych opracowań i książek. W dobie satelitarnego, globalnego monitoringu „W górach szaleństwa” traci jednak na prawdziwości, która pierwotnie bazowała na skromnej wiedzy ludzkości o Biegunie Południowym. Tymczasem opowieść o odkryciu przez grupę badaczy na Antarktydzie dwóch pasm górskich przewyższających Himalaje wymaga od współczesnego czytelnika przymrużenia oka.

Za interesujący należy uznać również fakt, że poznawane dzieje pradawnej cywilizacji przebiegają niejako obok rasy ludzkiej, a przemycone w nich tragedie i nostalgia nie mają z nami nic wspólnego. Ludzie są w tej opowieści jedynie intruzami, świadkami pewnych zdarzeń, ewentualnie także ich przypadkowymi ofiarami.

Niestety obok tych kilku zalet zmuszony jestem wskazać względem recenzowanego utworu bardzo poważny zarzut. Podobnie jak przy okazji lektury innego rozbudowanego opowiadania Lovecrafta – „Kopca” – tak i w tym przypadku odczuwałem zmęczenie ciągnącym się bez końca opisem krajobrazu starożytnego miasta i szczegółów związanych z życiem obcej rasy, który to opis sprawdziłby się w gatunku hard science fiction, ale już nie w horrorze, do bycia którym „W górach szaleństwa” bez powodzenia pretenduje. Elementy grozy występują na początku oraz na końcu książki i są to bez wątpienia jej najlepsze fragmenty. W mojej ocenie cała środkowa część dzieła powinna zostać skondensowana do enigmatycznej esencji, która brzmiałaby i straszniej, i mniej pretensjonalnie. Taki zabieg jednocześnie oszczędziłby czytelnikowi czas na rozmyślenia, jakim cudem z najdoskonalszych nawet rzeźb główny bohater opowieści zdołał wywnioskować np. to, że Stare Istoty nie znały instytucji rodziny, albo że shoggothy mówiły językiem swoich twórców…

„W górach szaleństwa” nie jest utworem, który czyta się lekko, jednym tchem. Niedobór dialogów i nadmiar zbędnych opisów czynią go tworem poniżej oczekiwań względem minipowieści uznawanej za jedno z największych dokonań literackich Lovecrafta. Autorowi nie można odmówić wysokiego kunsztu pisarskiego, ale jeżeli miałbym ochotę sięgnąć po książkę z gatunku science fiction, wybrałbym Lema, Dicka albo Bradbury’ego. Z pewnością wśród czytelników literatury grozy znajdą się amatorzy „W górach szaleństwa”, jednak ja do nich nie należę.

1 Comment

  1. Zgadzam się. Niemiłosiernie się ciągnęła, powtarzane opisy przyrody były bardzo męczące. Niemniej jednak jako całość wypada całkiem ciekawie, tajemnicza, zarysowująca świat potworów Lovecrafta. Ale muszę stwierdzić, że też się na niej zawiodłem.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2017 Marcin Knoppek

Theme by Anders NorenUp ↑